piątek, 9 marca 2012

Wczoraj...

Dzień Kobiet. Święto odżegnywane od czci i wiary. Ale nie o tym.
Wczorajszy dzień przyniósł:
1 urodziny Przyjaciela
1 bukiet kwiatów
2 nowe ciuchy
2 niezłe kadry
1 śmierć....

I chyba dobrze, że to z reguły przychodzi z nienacka. Nie lubię pożegnań. Nie chcę się żegnać. Królu Życia...


czwartek, 16 lutego 2012

M jak Medycyna

Taki serial w tym tygodniu serwuje moja prywatna telewizja. W rolach głównych Pierworodny i Ja. Fabuła z akcją w tle? Raczej niemrawą. Intryg też nie za wiele, o "momentach" nie wspominając. Raczej nudy na pudy. Jak to w polskim filmie nic się nie dzieje. Młody pozbędzie się trzeciego migdała, ja zyskałam wrzoda (i to nie na dupie). Bilans wychodzi na zero. On już jutro nie będzie o niczym pamiętał, ja muszę ciągle mieć w pamięci czego nie wolno... A niestety samych dobrych rzeczy... Ech. Życie jest niesprawiedliwe, krótkie i piękne.

Zatem do krzywych nóg, siwiejących włosów i podłego charakteru teraz jeszcze dorzucam problem gastryczny. Już widzę swój profil na sympatia.pl

:)

niedziela, 15 stycznia 2012

Drzewo wiadomości

To był tydzień wiadomości dobrych i złych. Kalejdoskop zdarzeń i emocji. Zapamiętam go. Zmienił coś w życiu i będzie zmieniał. Usłyszałam kiedyś, że wszechświat jest obojętny; to, co się w nim dzieje nie ma emocji i nic nie oznacza, dopiero gdy przepuścimy to przez siebie, nabiera trzeciego wymiaru emocji. To prawda. Chociaż z drugiej strony wykluczałoby to istnienia dobra i zła. Obiektywnego. A może nie? Jestem skołowana. Pełna sprzeczności, choć z przewagą smutku. Wielką przewagą. Przyszłość w kolorach bieli i czerni. Będzie, co ma być. Ateistyczny fatalizm.

czwartek, 5 stycznia 2012

Rok 2012 ogłaszam...

Rokiem Podróżowania!
To będą podróże małe i duże. Mam już dobry plan na najbliższe miesiące. Zaczynam w przyszłym tygodniu i tak na razie do maja. A potem się zobaczy, gdzie dalej oczy i nogi Człowieka poniosą.
Będzie Górzyca, Londyn, Kathmandu. Potem Zalew Szczeciński, delta Świny i Kamminke (Niemcy). Zatem to tu, to tam. Tam-tralalam!
A teraz może wreszcie śniadanie, skoro od siódmej rano przerzucam węgiel na przodku...

wtorek, 3 stycznia 2012

Stara baba, a ciągle się dziwi!

To o mnie. Stara, baba i zadziwiona - wszystko się zgadza.

Zaczęłam dziś czytać książkę. Alleluja. Bo ostatnio czytam tylko służbowo. Wstyd.
No więc czytam, co następuje (i z zazdrości me ciało zielenieje... odcień przejrzałego kiwi lub zmarzniętej sałaty - co kto woli):

"Iść, to znaczy oczekiwać i uzbrajać się w cierpliwość.
Kiedy się odwracam, mam wrażenie, że stoję w miejscu. Narzekam, gdy widzę, jak blisko jest stacja benzynowa, którą minęliśmy dawno temu. Sonia odwrotnie. Jest wspaniała. Nie skarży się, choć lekko kuleje po naszych wczorajszych wyczynach. Każdy dzień spędzony razem z nią jest wyznaniem miłości.
Na nieuniknione pytanie: "Dlaczego szedł pan przez trzy lata na piechotę?" mógłbym odpowiedzieć: "Aby dzielić z żoną każdą sekundę jej życia". Reszta to ozdobniki."

/Sonia i Alexandre Poussin "AFRYKA TREK od Przylądka Dobrej Nadziei do Kilimandżaro"/
Kupcie, czytajcie, nie oszalejcie! Ja oszalałam...


piątek, 30 grudnia 2011

Miałam...

położyć się na chwilę drzemki, zanim wpadnie tu hałastra. Tak się pisze, przez samo "h"? Kurde. Więc co to ja chciałam... a! Noworoczne postanowienia. Dziś, bo jutro się na pewno nic nie uda ani postanowić, ani tym bardziej zapisać, więc, że tak się wyrażę, pojadę strumieniem świadomości, czyli co mi tam ślina na język przyniesie, zobaczmy:

1. yyyyyyyyy... CHCĘ/MUSZĘ się bardziej wysypiać!
2. robić jeszcze więcej zdjęć. różnych. cyfrowych/lomo/analog/horizon/rentgen... nie, nie, trochu się zagalopowało dziecko, iphone, what EVER works!
3. czytać, czytać, czytać!
4. pisać, pisać, pisać!
5. podróżować! mam powiedzieć na głos, co mi się marzy? statek marynarzy! A poza tym parę innych miejsc, które chcę odwiedzić... Albania, Mozambik, Kazachstan. Mongolia... wszystko się za Chiny nie uda! grrrrr.
6. zrobić swój projekt kryminalny od początku do końca! dobrze, fajnie, udanie! proszę, proszę, proszę - niech mnie wena plus natchnienie w tej kwestii nie opuszcza
7. no i rzecz chyba najważniejsza wreszcie: być lepszą mamą... mieć więcej cierpliwości. AMEN!

reszty grzechów przyszłych nie pamiętam.

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU DLA WSZYSTKICH!

czwartek, 3 listopada 2011

(Po)Kuszenie

Trudno powiedzieć, po co, na co i dlaczego. Po co tam poszła? Na co jej to było? I dlaczego zaraz nie wyszła? Sama nie potrafi tego wytłumaczyć nawet w najprostszych słowach. Po prostu: przed tym miejscem zawsze czuła rodzaj lęku pierwotnego. Spełniały się tam wszystkie jej sny: te najpiękniejsze oniryczne fantazje i te senne koszmary, które spychały ją na samo dno strachu.
Cukiernia... Rozkosz podniebienia, zmierzła zaraza dla, jakże chętnych do przybierania, bioder...
Poszła, bo miała chęć na rurkę z kremem. Na co jej to było, skoro zamiast jednej pochłonęła dziesięć? I dlaczego zaraz nie wyszła, tylko czekała, aż z pieca wyjdą w trójszeregu gorące jak sam diabeł czekoladowe ciasteczka...? Diabeł znowu był górą. Dna upadku dopełniła porcją jabłecznika z drzewa wiadomości dobrego i złego. Ech. Ta Ewa nigdy się nie nauczy, Adamie.